czwartek, 2 grudnia 2010

Onni.

Skoki po raz kolejny ocaliły mnie od upadku.
I niech Villemu będą dzięki za to, co nieświadomie dla mnie robi.
Niech ta wczorajsza, najpiękniejsza chwila nie kończy się na jednym konkursie. Niech ten sezon się nie kończy. A jeśli kiedyś już musi, niech każdy kolejny będzie taki sam. Niech będzie jak jest.

Nie widzę, zapominam. Mimo, że zdarza Ci się zapukać i zburzyć dotychczasowy spokój. Nie na długo, na szczęście.

Ale jest dobrze, przynajmniej śnieg zakrył paskudny obraz świata.
A mróz chłodzi relacje międzyludzkie. Trudno.

Nic więcej nie trzeba, tak ma być.
Szczęście przyszło wraz z grudniem.


Vieraileva Tähti - Sinivalkoiset Taistelee

czwartek, 14 października 2010

Pozytywnie.

Dziwnie nadal. Ale pozytywnie. Wolę jednak tego nie oceniać.
I tak się zaskoczę.
Wydarzenia dni ostatnich są czymś niewyobrażalnym. Czy szczęśliwym? Na pewno zaskakującym.
Generalnie, nie ogarniam.
Ale to nic. Jesteś. Nareszcie JESTEŚ.

Jest dobrze.


Skoki naprawdę są zabawne. A przynajmniej to, co niektórzy wyrabiają. Aż moja obolała po wczorajszym kontakcie z glanem szczęka zmusza się do uśmiechu. Komedia, komedia.
Nie, zimą się nie pojawię.
Byle do lipcowego Zako.

< ironia > Tak, to naprawdę wzruszające, że sobie nie radzisz. Aż trzeba pochwalić się tym całemu światu. Kolejna jedynka, och, to straszne, jak my wszyscy to przeżyjemy? Zabijemy się razem z Tobą. A potem poćwiartujemy jeszcze wszystkich Twoich skaczących byłych kochanków, znienawidzonych nauczycieli i niecierpiącą Cię klasę. Tak, dokładnie w takiej kolejności. < /ironia >

W tym momencie zionę nienawiścią.
Jednak to tylko chwilowy stan. Przypadkiem trafiam tam akurat wtedy, kiedy chcę zepsuć sobie humor na dwie minuty. Bo przecież ja nie mogę żyć bez zrzędzenia.

Chcę zobaczyć Cię na LGP i popatrzeć na Ciebie wzrokiem świadczącym o mojej wyższości.
W tym momencie jestem suką.


I tęskni mi się do PST. 



Strachy na Lachy - Cafe Sztok

wtorek, 5 października 2010

Dawno temu.

Dziwnie. Nie zawsze kolorowo, jednak przynajmniej nie monotonnie.
Czasem nawet w tym samym kolorze.
Nawet nie próbuj tego zrozumieć.

Wiosna. Przyjdzie, pójdzie, wszyscy pójdą. Tylko my zostaniemy w tym samym miejscu i będziemy próbować żyć dawnym rytmem. 
Nie pamiętam czasu, kiedy było normalnie.

Niedługo 8. Magiczna liczba, chociaż raz związana z czymś innym.

Kolejny temat, ciekawe na jak długo - co ze skokami? Nie wyobrażam sobie żadnego wyjazdu. Nie umiem zostawić tego miejsca.
Co będzie latem?

I znowu wróciłam.
Wszystko się kiedyś kończy, a jednak mam nieodparte wrażenie, że to jest wieczne.
Mało zostało rzeczy, których się boję.
Chyba najbardziej trzeźwości,
i tego, że kiedyś trzeba będzie zejść na ziemię,
której nie ma, uciekła dawno.

Staram się nie myśleć o przyszłości, ani tej bliższej, ani dalszej. Szkoda trochę, że nie wyobrażam sobie siebie za 10 lat.
Co będę opowiadać dzieciom? Nie będzie czym się chwalić.
O pardon, ja przecież nie będę miała dzieci.

Jedyna przyszłość jaką jestem w stanie sobie wyobrazić - sektor dla vipów na skokach. Szkoda, że sama przeszkadzam sobie w realizacji marzeń. 
Chociaż... to przez Ciebie.


Tak, wybieram się na Strachy.


Nightwish - High Hopes

niedziela, 5 września 2010

Dreams the world far away.

Właśnie zdałam sobie sprawę z tego, że nie pamiętam, co mi wtedy powiedziałeś. Słyszę tylko strzępy wypowiedzi, których nie da się ułożyć w całość. 
To było dawno, nasza ostatnia rozmowa.
Prawie 3 miesiące temu.

Gdyby dało się cofnąć czas, pewnie w ogóle bym się tam nie pojawiła.
Jestem. 
Będę. 
Znikniesz.
Co wtedy? To już lada chwila.
Zaraz minie 7 miesięcy od tamtego czasu.
Długo. Za długo.

Niemal odliczam dni do końca. Nostradamus się pomylił.

Prawie mi się udało. 'Prawie' w tym przypadku oznacza porażkę.
Mi? Nie mi. Wam. Wam się udało. No, prawie.
Dziękuję.

Czy to, że odwracam wzrok, jest dobre?


- Czas do szkoły - powiedziała Jesień, i wypchnęła Lato w otchłań nicości.


Nightwish - Eva
(zmusiła mnie do refleksji)

czwartek, 26 sierpnia 2010

Wisła, Wisła, Wisła


Wypadałoby.
Wisła, Wisła. Największe zadupie jakie dane mi było oglądać. Jeśli nic się nie zdmieni, mam zamiar więcej tam nie bywać. No chyba, że znów zostanę niemal postawiona pod ścianą i zostanie mi wybór - albo Wisła, albo Wisła.
W każdym razie, pomijając lokalizację centrum, komunikację miejską, a także infrastrukturę miasta i nieprzychylność władz pieszym zmuszonym do wracania na kwaterę ciemną nocą po równie ciemnej szosie, powinnam chyba stwierdzić, że - mimo iż się nie zapowiadało - było epicko.
Wczesnym rankiem dnia bożego wtorku udałam się w podróż z nadzieją, że Wisła jest miastem tak urokliwym, jak niektórzy ją opisują. Już na wjeździe niestety musiałam się rozczarować, ale nic to, "to tylko obrzeża" - pomyślałam sobie. Niestety, centrum nie wyglądało lepiej, rynek zamknięty w jednej uliczce, fontanna i jedna lodziarnia, która jednak zrekompensowała mi całkowicie szok jaki przeżyłam. Tabaczanego Pana Lodziarza serdecznie pozdrawiam.
Środa. Popołudniowy przyjazd ekip, zmuła pod Geovitą, gdzie brakowało fanynek, Heji Norge czy Pedobeara. Tak, byłam zawiedziona. Spodziewałam się raczej tabunu słit-czynastek wyczekujących Gregora od bladego świtu. No nic, trudno, przetrwałam jakoś i to rozczarowanie. Kolejny dzień, który upłynął pod znakiem dreptania w tę i z powrotem co skutkowało zapewne wychodzeniem około 20km dziennie.
Czwartkowego poranka szczerze mówiąc nie pamiętam. Nie pamiętam co robiłyśmy do czasu wyprawy na skocznię celem obejrzenia treningów i kwalifikacji do pierwszego konkursu. No ale trudno, to w końcu na treningu dopiero zauważyłam kurwiki w oczach śledzącego nas już poprzedniego dnia Roberta, a także napalonego na blondynki Toma. To wtedy Grzenia puściła na nas malowniczego focha za równie malowniczy portrecik. To wtedy lał deszcz, przed którym uchronił nas namiot Lotto, a dzięki któremu zyskałam też zajumany ołówek. To wtedy Tajemniczy Aparat Dumy zaczął nas śledzić. Pamiętam za to (nawet całkiem dobrze) hot sześćdziesiąt w Gołębiewskim, kolegę, który koniecznie chciał z nami porozmawiać na jakikolwiek temat, a także wyprawę po prowiant, która skutkowała późniejszym zacumowaniem do amfiteatru, gdzie już czekał na nas nasz sztywny przyjaciel. To wtedy chyba narodziła się idea Polisz Kotleta, wtedy też zlała z nas totalnie Juli, na pytanie czy ma numer do kolegi Ł. Tak, a jeszcze w ten sam wieczór tenże rzeczony kolega postanowił totalnie zwyć ze mnie i mojego sponsora. Dziękuję bardzo.
Piątek, piątek, piątek. Poranek dosyć ciężki. Tak ciężki, że Głoguś musiał do Wisły zamawiać nam pizzę aż z Jeleniej Góry. Nasze ogarnianie trwało wieki, przez co generalnie dzień mega nam się skrócił. Co na skoczni? Tajemniczy Aparat Dumy nadal za nami podąża, dziwni mężczyźni z nami rozmawiają, Grzenia (przynajmniej na mnie) nie jest już obrażona, wręcz przeciwnie chyba, a kurwiki w oczach Roberta powalają mnie na kolana. Jakkolwiek dwuznacznie by to nie zabrzmiało.
Sobotniego poranku nie pamiętam, cholera jasna. Ale to chyba znaczy, że nie działo się wtedy nic nadzwyczaj ciekawego. Po południu okazało się, że hot sześćdziesiąt lecący na Gregora naprawdę istnieje, hot czterdziestek jest na skoczni jak mrówek. Borek nie uważa w co wdeptuje swoim laczkiem, co z kolei przypłacił upaćkanymi klapkami. Japonki i winogrona to atrybut władzy, a Tom po skoku ogarnia wszystkie trybuny w poszukiwaniu obiektu do przerżnięcia wieczorem. Norweski bóg seksu wygląda jeszcze bardziej seksownie w ujebanym białym kombinezonie, a 3/4 skoczków chodzi palić za kontenery. Robert lubi kanapki, a Japońcy grać w piłkę. Tajemniczy Aparat Dumy jest jeszcze bardziej tajemniczy. 
Po konkursie ogarnianie dupy i wjazd na Gołębia. Lubię Pana Taksówkarza za to, że wozi nas pół darmo i dziwi się jak to możliwe, że poznałyśmy się w internecie. Ano magia facebooka, Panie Kierowco. Tyle dygresji, taxi zawiozło i już go nie ma, zostałyśmy same na pastwę hotelowej obsługi. Co w Gołębiu to zostanie w Gołębiu, tudzież we wspomieniach japońsko-polskich. W każdym razie 'fantastićny skok!' na zawsze takim pozostanie. 'Kuuuuuuuurwa na zdrowie!' z resztą też. A 'Polska biało-cierwoni!' powinna stać się hymnem przyjaźni polsko-skośnej. Butelka Fumihisy niech siedzi tam gdzie siedziała jeśli jest jej tam wygodnie. Japońcy pobyli, pobawili, zdjęcia porobili, pobajerowali, pożegnali się i odjechali w siną dal. Jako, że zostałyśmy niemal same, przeniosłyśmy się do Sofy. Jakież było moje zdziwienie, kiedy wychodząc z toalety ujrzałam wpatrującego się we mnie i oddającego przy tym mocz Lumpa. Przynajmniej teraz wiem, dlaczego przebywał tam wkurat wtedy, kiedy ja. Nie dziwię się chłopakowi, też uciekałabym na księżyc gdybym to zobaczyła. No i zobaczyłam. Aż mi się szkoda zrobiło, że taki chłopak niepodatny jest na alkohol, lubczyk czy inny tajmeniczy miłosny eliksir. Ale trudno, czasem i facet może być psem i polecieć na kości. Drugi piesek z kolei postanowił pomóc nakarmić tego pierwszego, co skutkowało lizaniem dupy i kościom, i owemu samcowi. No nic, psy i kości pojechały do budy, my zostałyśmy w Sofie. Miałam tę wątpliwą przyjemność oglądania pewnej niewiasty dziko piszczącej i rzucającej się na Bogu Ducha winnego Bjoerna, jednak nie równało się to widowisku w Gołębiewskim. O godzinie 4:16 sympatyczny Pan Barman oświadczył, że lokal jest zamykany. Powlokłyśmy się więc do taksówki, która zawiozła nas na kwaterę. Około 5 byłyśmy na miejscu. I nie przeszkadzało mi, że za 2 godziny mój transport odjeżdżał do domu. O 7 nasza kochana Pani Gospodyni postanowiła obudzić mnie z radosną nowiną, że muszę już jechać. W tak opłakanym stanie jak tego poranka dawno nie byłam. Wróciłam czując trochę ulgę, trochę żal. Jakby nie patrzeć, wyjazd udał się niesamowicie. Obyśmy mogły powtórzyć go w składzie powiększonym o Juli. <3













Wesoły Radik Co Rucha Cały Świat w otoczeniu swoich fanek.

Reszta zdjęć na facebooku, tudzież nigdzie. Do wglądu tym, którzy powinni je obejrzeć.

Dziękuję KST/PST za wszystkie chwile spędzone z Wami. Dziękuję Tajemniczemu Aparatowi Dumy za napawanie nas przerażeniem podczas swojej pracy. Dziękuję Robertowi za jego kurwiki. Dziękuję Kotletowi za inspirację do Polisz Kotleta. Dziękuję Villemu za jego istnienie podczas tej LGP. Dziękuję Radikowi za jego wąsa. Dziękuję Panu Lodziarzowi za gofra i uświadomienie mnie, jakim zadupiem jest Wisła. Dziękować mogłabym długo.

Mam nadzieję, że koleżanki Dorota i Barbara wiedzą, że w moich oczach są skończonymi szmatami i dziwkami, do których straciłam całkowity szacunek, jaki próbowałam odbudować podczas tego wyjazdu.

Aha. Mam też nadzieję, że szanowna koleżanka Dorota D. ogarnie się wreszcie i przemyśli to, co robi.


Dziękuję za uwagę i pozdrawiam wszystkich, którzy raczyli zaszczycić Wisłę swoją obecnością podczas minionego weekendu.

_______________________
Sarmacko-pożegnalny miting mega udany. Deko mokry, ale wspaniały, być może trochę dzięki temu. Będziemy tęsknić! <3

Byle do następnego skokowego wypadu. Kocham ten syf.


Sotajumala - Kuolinjulistus

piątek, 13 sierpnia 2010

Yksi mätä omena pilaa koko korin.

Tojużzaraz <3

Dawno tak bardzo czegoś nie chciałam. Potrzebuję tego wyjazdu. Ja i skoki. My i skoki. Ja i Wy. My i oni.
Chcę już Was zobaczyć. Wpakować się na naszą kwaterę. Rozpakować walizkę. Usiąść i rozpłakać się, bo marzenie właśnie się spełniło. Chcę wybrać się z Wami na spacer. I wieczorem wypić herbatę, w plastikowym kubku. Jeść zupę w proszku i jogurt na śniadanie, z okazji kaca. Chcę pójść na skocznię. I zrobić tam zdjęcie, z pięknym słońcem w tle. Chcę upić się z Wami, może niekoniecznie do nieprzytomności. Wypadałoby coś pamiętać z wyjazdu. Chcę pośmiać się któregoś wieczora z moich wpadek. I rozmawiać, rozmawiać, rozmawiać.
Jak tylko wrócę, zaczynam zbierać na kolejny wyjazd. Żeby w przyszłym sezonie więcej czasu spędzić z Wami. I przytachać jakoś Głogowską do Białegostoku, coby wreszcie zobaczyła młode dupy.


To niesamowite, jak szybko ludzie stają się ważni.
Kolejny sarmacki miting. Mega. Oby więcej.
Oby to trwało.
Tego chyba potrzebowałam. Oderwania się od dawnych zwyczajów, poznania nowych.
Tak jest dobrze.
Są dobrzy ludzie.

Byle szala obojętności nie przechyliła się zbyt mocno.
Nie chcę września. To wróci. Jestem tego pewna. Szkoda tych dwóch miesięcy pracy nad swoją psychiką.

Przyjaźń? Być może istnieje. Czy ja jej zaznałam, powiem za jakiś czas.


Nickelback - Never gonna be alone

poniedziałek, 9 sierpnia 2010

Zobojętnienie.

Moja Droga! Bloga tego piszę nie po to, żebyś potem obrzucała mnie publicznie mięsem za to, co tu popełniłam. Raczej piszę go dla ludzi,  którzy czytając go, wiedzą o czym piszę, po co piszę. Którzy są dla mnie ważni. I nie jesteś to Ty.

Tyle słowem wstępu.

Co będę robić za tydzień? Na pewno nie będę spała. Na pewno jeszcze bardziej odczuję tęsknotę. Na pewno będę myślała jak rozwiązać problemy, które spotkam na ulicach Wisły. Na pewno nie będę się mogła doczekać.

Co tu? Tu nic. Zapomniałam. Przynajmniej wmówiłam to sobie do tego stopnia, że na samą wzmiankę karcę się w myślach. Niech ta obojętność trwa.
Nie byłoby jej, gdyby nie oni. Nie umiem za to podziękować. W ogóle nie umiem dziękować. Może się nauczę.

Muszę zawrzeć też część umoralniającą, mimo, że na wielu blogach ostatnio takie wpisy się pojawiały.
Koleżanko. Tak, do Ciebie mówię, wiesz o tym doskonale. Niemal wszyscy wiedzą, co wyprawiasz. Niemal wszyscy zdają sobie sprawę z tego, jak bezmyślnie naśladujesz innych. Lepiej jest być najgorszą wersją siebie, niż najlepszą kopią innych, jeśli jesteś na tyle dojrzała, na ile się kreujesz, to zapewne znasz tę myśl. Zacznij promować siebie, nie zachowania, zainteresowania innych na swojej osobie. Jesteś młoda, daj sobie dorosnąć do pewnych spraw, nie próbuj na siłę stać się rozwiniętą kobietą, która ma niewiadomo jakie pojęcie o życiu, bo to w pełni normalne, że tak nie jest i nie będzie. To przez swoje zachowanie dajesz świadectwo o tym, jak mało jesteś rozwinięta. Nie, nie chcę Cię w żaden sposób obrażać. Stwierdzam fakty. Skoro drobne aluzje nie pomagają, próbuję tutaj, może coś wreszcie do Ciebie dotrze. Jeśli tak się nie stanie, będę chyba zmuszona skorzystać z Twojego nazwiska tu, na blogu, bo to co się dzieje przerasta mnie i moich przyjaciół. Nie jestem w stanie zrozumieć kopiowania znajomych, a co dopiero "znajomych znajomych". Tyle ode mnie. Nie miej do mnie żalu. Bezskutecznie próbujemy pomóc.

Wracając do mnie.
Zatraciłam część uczuć. Obojętność jest fajna tylko czasami. Moje 'tumiwisi' przeraża mnie w zbyt wysokim stopniu.
To cienka linia.
Zbyt cienka.
Już niedługo będzie przekroczona.

Oby 'być'.
Nieistnienie istnieje.


Ensiferum - Finnish Medley

piątek, 6 sierpnia 2010

11.

11 dni. To już zaraz.
Wszystko załatwione.
Prócz zdrowia.
'Nagłych przypadków nie przyjmujemy'.

Wczorajszy miting mega. Mieszanie głowy bigosem, zawszespoko.












Prosto z hardkorowego gryla.

Gdyby Bóg istniał, właśnie bym mu dziękowała. Czasem warto żyć. W chwilach takich jak ta jestem naprawdę szczęśliwa. Nie zadręczam się. Zapominam.

Zaraz przypominam. Dziś znów.
Rządzi mną nostalgia. Nic nie ma sensu.
To tylko sen. Tylko sen. Sen.

Nie mogę się doczekać.
Doczekać się nie mogę.
Doczekać nie mogę się.
Się nie mogę doczekać.

Z nimi na koniec świata. Przyzwyczajam się. Nastrajam się.

Nie ma co się czarować, nie jest dobrze. Jeszcze 3 tygodnie.
Nie ma przyszłości. Jest teraźniejszość. A Ty Annika, jak na złość żyjesz przeszłością. Wspomnienia zabijają.
Nie czytaj tego. I baw się dobrze, póki możesz.

A ja? A ja pojadę do Wisły, wreszcie, nareszcie, w końcu. Ciebie nie chcę tam widzieć. I tak zobaczę. Zamknę się w pokoju, żeby nie musieć się z Tobą spotykać.
W pokoju, w spokoju, w sobie.

Byle do wieczora. Tam jest cicho.


Avenged Sevenfold - Afterlife

środa, 28 lipca 2010

Śmierć rodzi artystę

19 dni.
19 dni.
19 dni.

Także jest spoko. zawszespoko.
Chyba tylko Wisła mnie trzyma. Taaa, muszę przyznać przed samą sobą, że kocham skoki, kocham fińskie ofiary, estońskie w sumie też, nawet kilka polskich darzę ciekawym uczuciem. Kryzys był i sobie poszedł. Nie, przed tym się nie ucieknie, za długo to trwa. Jedenasty sezon ze skokami narciarskimi czas zacząć.
A, no i w ostatnich dniach zdałam sobie sprawę z mojej miłości do Villego. To nic, że się opalił, to nic, że Kia to szmata. 5 lat kibicowania zobowiązuje, mimo kontuzji nie przestanę w niego wierzyć. I to nic, że znów go nie zobaczę. Ważne, że jest. Że istnieje.


Bedwetters? Oni też nie dają się przegonić z mojego życia. Nie, nie umiem się na nich gniewać, ich występki rehabilitują odpały, które nam fundują. Są niepowtarzalni.

Skokowe mafie powracają, aha. Jest przebosko.
Nie tylko skokowe z resztą.
I tak jest miło.

Zapominam. A przynajmniej się staram.

"Jeśli już obrabiasz mi dupę, nie zapomnij mnie w nią pocałować."

Chyba żyję Wisłą. Spotkaniem z KST. Głogowska, nie wiem jak, ale za kudły zaciągnę Cię na LGP! Możesz spać pod mostem, ale ja chcę żebyś była. :D

tojużzaraz <3













tamtamtam chcę już być <3
Mimo, że Wisła to zadupie nie z tej ziemi. Ale to pomińmy.

Google translate rządzi światem, ehem.

Annika: [Kotlet] mi się tylko z Drogą na Olczę kojarzy.
Juli: Na tej ulicy stoi mój piękny pensjonat, więc się nie czepiaj.
Annika: ŚPISZ U KOTLETA?!

I dlatego chcę już do Wisły.
A propos, nie wiem co ze "Złotymi Myślami...". Nie nadążam z uzupełnianiem < lol > Ale przywiozę!

"Hej! Te podłogi sprowadzałem aż z Finlandii!"

19 dni.

EDIT: J*BANY KONCERT ŻYCZEŃ - KOCHAM TATĘ RUKI <3


Nightwish - Kuolema Tekee Taiteilijan

sobota, 10 lipca 2010

Znów Bedwetters

38 dni.
38 dni.
38 dni.
Tylko biletów nadal brak. Ale będą. I będzie piwo za 5 tys. BW na lastfm.
Właśnie - Bedwetters. Znów mnie trąciło. Znów się nawracam. Znów mam fazę. Bo kocham alter ego Karli. I jego 'Baby'.

No i ogólnie, nie da się ich nie kochać chyba. Nadają sens. Pytanie, dlaczego akurat oni?














Kocham ich za młodu. I nie umiem się na nich gniewać.

Tak, chcę do Wisły. Potrzebuję tego. Będzie mega, wierzę w to <3

Dziękuję Ci. Za to, że tyle o mnie wiesz i dalej próbujesz coś ratować z mojej psychiki.

Nadal usiłuję kleić coś ze Złotych Myśli KST.
I cieszę się wakacjami. Liczą się chęci, prawda?

Nie ma obłędu. Nie ma obłędu. Nie ma obłędu. Wszystko będzie dobrze.
Umiem kłamać.

W każdym razie, byle do LGP. A potem będzie z górki.


Excalion - A Walk On a Broken Road

wtorek, 29 czerwca 2010

Po raz kolejny

Jestem więźniem własnego JA. Udaję istnienie.
Podobno Bóg JEST. Ja go nie widzę. Nie widziałam. Nie zobaczę. Nie uwierzę.
Szczęście jest. Przemijalne, dlatego bolesne. Bo nic nie trwa wiecznie, radość przeplata się ze smutkiem.
Bez niego byłoby łatwiej. Nie znając tego uczucia, nie mielibyśmy o nim pojęcia, nie znalibyśmy jego działania.
Dlaczego?

Wina jest. Nie tylko w Tobie, nie tylko we mnie. Jest. Chyba w nas.
Przepraszam.

Nie ma kolejnego dnia, kolejnej nocy, kolejnego wschodu słońca. Nie ma nic.
Miłość to opętanie.
Głód.

Tak, brakuje mi jej. Skąd to wiesz? Wszystko rozumiesz. Dlaczego?

Pytanie o sens istnienia. Nie umiem go zadać.
Chyba nie zdążę dogonić tego, co ważne. Życia.
Ściana.

Dlaczego ludzie rozdeptują ślimaki?

Ja nie jestem całością.


Ketaspidur - Ingliga koos kaljuäärel

czwartek, 24 czerwca 2010

Podsumowanie?

Nie, nie wiem co się dzieje. Nie pierwszy raz, nie ostatni.
Nie chcę pamiętać nic. Jest dobrze jak jest, na razie próbuję, usilnie się staram. Problem polega na tym, że popadam z jednej skrajności w skrajność.
Nie potrafię nie kochać. To nie jest wcale dobre.

Zachciało mi się podsumowania, takiego jakie napisała Kirjo. Tylko, że ja nie mam co podsumowywać.
Wrzesień? Jeden z najlepszych miesięcy w moim życiu.
Październik? Początek końca.
Listopad? Staczanie się na sam dół.
Grudzień? Tkwienie w czarnej rozpaczy.
Styczeń? Początki lepszego.
Luty? Przełom.
Marzec? Inna czasoprzestrzeń trwająca do dnia dzisiejszego.

Siedemnasty. Ty wiesz, co to oznacza, chyba.
Jest mi z tym głupio.

Nadal wierzę w ludzi, mimo wszystko, mimo, że tyle się zmieniło w ciągu tego roku.

Bedwetters? Było, minęło. Nie to nie. Nie da się pomagać komukolwiek na siłę.
A w Akaderze powinnam być jakieś 2 tygodnie temu. Zapewne naczelna zdążyła już ich przesłuchać i wyrobić sobie zdanie na temat ich muzyki. Trudno.

Turisas.
Ketaspidur.











Pokój zarezerwowany, bilety prawie w drodze. Wierzę, że będzie lepiej niż w Zako <3


Przepraszam, ale po prostu próbuję coś zmienić. Nie Was, nie stosunki z Wami. Raczej siebie i tę jedną konkretną relację, to jedno konkretne uczucie. To trudne.
Jeszcze rok.

Tak, kocham moją Kurosawę. I moją Hardcorową familię też. <3

Nie chcę wakacji. Zapomnę?


Ketaspidur - Ingliga koos kaljuäärel

piątek, 4 czerwca 2010

Lepiej?

Chwilowo jest lepiej. Chyba. Bo parę spraw się wyjaśniło. Naprostowało. Polepszyło.
No i mam alergię i kicham alergen Placzyński, Głogowski i Popiołek (cholera, jak Popiołek mi się podoba <3). No i jeszcze jeden alergen, ale jest chyba zbyt oczywisty, nawet dla niego samego.
Byle do eee... nieważne do czego.

A: 4 czerwiec fajna data, nie trudno zapamiętać kiedy stypę zrobić na rocznicę :P
S: jesteś dla niej okrutna!
A: pierdolić ją, najważniejszy jest bauunss!
S: fuck yeah!
A: to było na melanżu to było na melanżuuuu!
S: masz gorączkę?
A: nie. mam czinkłaczento w holenderskim gazie, wsiadaj na kanapę, jak nie to na razie.!
Rozkmina z ostatniej chwili.

A, no i byłam pulpeciastym dzieckiem i boli mnie moja szkoła podstawowa. Ale nvm.

Jedyne co się nie zmieniło i co mega mnie martwi to fakt, że nadal nie potrafię na nowo pokochać Bedwetters. I generalnie leję na ich promocję, bo mój udział w koncercie jest niemożliwy. Nie żeby nie było mi przykro.

Wisła? Chyba jednak się wybieram. Bo z KST/PST/alergenami się naprostowało i znów mi się zachciało. Gorzej z motywacją skokową, ale wierzę, że kiedy już ujrzę góry, na nowo odrodzi się we mnie miłość do wszystkiego co z tym związane.

Wyjazd do Finlandii nie wypalił. Trudno. Tylko trochę mi szkoda.

paranoja.
A Neil jest wspaniały. I kocham moją estońską familię, mimo wszystko.












Chociaż ostatnimi czasy jej miejsce bezapelacyjnie oprócz happysadu zajmuje ktoś inny.



happysad - 30 raz

wtorek, 1 czerwca 2010

"Cause I'm the one who waits for you. Or are you unforgiven, too?"

Aktualnie jest gorzej niż było. Nie, nie jest to znów spowodowane moją potrzebą kochania kogokolwiek, raczej potrzebą kochania mnie przez konkretne osoby. Nie powiem, trochę mi przykro z powodu jawnego olania mnie.

Nienawidzę tego stanu. Obojętność na wszystko i wszystkich, niechęć do rozmowy z kimkolwiek połączona z rozpaczliwym błaganiem o poświęcenie mi chwili. Tak, wiem, że jestem męcząca.
Znów wróciła mi miłość do "The Poet and The Pendulum", "The Islander" i "Eva". Na nowo rozkochuję się w trylogii "The Unforgiven" dziwiąc się samej sobie, jak można tyle o sobie powiedzieć dopiero co poznanej osobie.
Nie potrafię słuchać Bedwetters. Swego czasu próbowałam jeszcze zmuszać się do tego włączając nagminnie "So long nanny" i "Trapped Between Myself", jednak doszłam do wniosku, że niepotrzebnie jeszcze bardziej zniechęcam się do ich muzyki. Oby mi przeszło.
A na koncert nie jadę.

Dziękuję za uświadomienie mnie o mojej wartości. Wierzę, że zamierzenia były słuszne.


Tak, żałuję. Przepraszam.


Nightwish - The Poet and The Pendulum

sobota, 22 maja 2010

A ja nadal o jednym.

No tak, ta sama śpiewka. Ale pozazdrościłam Sand pięknej notki, więc też chcę, przynajmniej podobną :P
No bo to jest mega i ja tego nie ogarniam, prawie tak jak mojej miłości do tego tam no. Ale o tym za chwilę.
Co Bedwetters mają takiego w sobie dalej nie odkryłam. I sama nie wiem, czy cieszy mnie fakt, że o nas gadają, chociaż w sumie mnie nie znają, więc mam luz ^^
Coś dziwnego dzieje się w moim życiu, zaskakują mnie te sytuacje, cały czas spotykam się z czymś nowym, nieznanym.

Po pierwsze Bedwetters. Nie mam pojęcia co ze mną jest nie tak, że ich tak kocham ale ich kocham. I mam gdzieś, że może i mają nas za fanynki/faneczki/hoty. Ważne, że moja miłość do nich jest nieogarnięta. I że w przyszłym roku wybieram się na wakacje do Pärnu. O ile dożyję oczywiście.
No i BW są kochani i mega sympatyczni i kocham Mihkela kurde mać.
[ja pierdole, żeby tylko nie przeczytał, bo google translate opanowuje świat]
I zaczyna denerwować mnie moja współpraca z Akaderą, która się nie kręci, ale zacznie się kręcić choćbym nie wiem co miała zrobić to się zakręci, nakręci i przyjadą. A jak nie przyjadą to i tak do nich pojedziemy przecież, nie?
I chcę tę ich koszulkę kurde *_*











No a po drugie to ten, o którym pisać się mega boję, bo moje przeznaczenie mnie przeraża i to co się dzieje mnie przeraża, i ja się poddaję i przepraszam wysiadam, jestem chora i to jest obłęd chyba jednak.
Tak. Tyle na ten temat.
A, i facebook i Happysad mnie zabiją.

No a po trzecie to zachciało mi się do Wisły, problem jest w mojej motywacji skokowej, która jest równa zeru, jeśli nie na minusie. Jak dla mnie, mogą odwołać skoki, Finy nie przyjechać, skocznia zawalić, najważniejsze jest spotkanie z PST/KST <333
No bo Julikk wisi mi Finlandię nooo ^^

A tak ogólnie to boję się tego, co czeka mnie za tydzień.
Bo może być albo źle, albo jeszcze gorzej.

A no i temat główny chwilowo - Jagiellonia po strzale Skerli w 49 minucie wygrała z Pogonią Szczecin finał Remes Pucharu Polski, co poza trzydziestokilogramowym pucharem i dwudziestomailomaś złotymi medalami daje nam przepustkę do gry w Lidze Europejskiej. Do szczęścia brakowałoby mi jedynie przywrócenia naszych 10 ujemnych punktów, które pozwoliłyby na zajęcie ostatecznego 6. miejsca w Ekstraklasie. I gratuluję Pogoni, bo walczyła naprawdę dzielnie i nie zawsze było nam łatwo ;)



LUBIĘ PLACKI!


Peace yo!
Jarajcie ziele, estońscy przyjaciele!

Bedwetters - Trapped Between Myself

sobota, 15 maja 2010

"Jasny Jezu a nasz panie, daj nam BW na bzykanie"

Tytuł mówi sam za siebie.
Bedwetters są mega. Mega dziwni. Mega zajebiści.
Nie do ogarnięcia jest moja miłość do nich. Co takiego mają w sobie, że przyciągają jak magnes?

Promocja będzie szła, o ile Akadera zechce współpracować. Oby im się spodobali *_*

A, no i tego... Kocham Mihkela.

Boziu, boję się o nich pisać po ostatnich przygodach < lol2 >

Telepatijaaaa!

A no i odwaliło mi doszczętnie. Tak, przyznaję, jestem chora. Bedwettersfilia mnie dopadła i chyba nie opuści długo.

















Nie, nie jest ze mną dobrze.

Generalnie jest dziwnie. Na pytanie 'jak tam?' mogę odpowiedzieć jedynie 'pochyło', bo to co się dzieje nie jest w pełni normalne. Moje życie chyba się nie ustabilizuje.

Nieech ten tydzień się nie kończy :D Koncert za koncertem, impreza za imprezą, kocham taki czas ^^
Środowe Juwenalia wypadły mega i tyle wystarczy :)
Wczorajszy Young Stage mimo różnych sytuacji też wypadł fajnie :)
Pozostało cieszyć się dzisiejszym, ostatnim dniem na polibudzie :)

I tego... byle do końca maja <3


I kolejna część złotych myśli KST:

Annika: Kurde, miał być dzień abstynencji a znów umówiłam się na piwo :/
Juli: Bo Twoja abstynencja polega na piciu :D

Juli: Tylko nie podsłuchujcie, ok?
Annika: Będziemy mieli co innego do roboty niż słuchanie Twoich jęków -.-'



Peace Yo! :D

Bedwetters - Dark Circus

środa, 5 maja 2010

Questions with no answers.

Pokurwione to wszystko. Dobija mnie to co się dzieje. Nie daję sobie rady. Mam wrażenie, że wszystko co dzieje się wokół mnie jakoś dziwnie mnie nie dotyczy. Omija mnie. Niby wie, że istnieję, ale nie dotyka mnie osobiście.
Przecież telepatia to wymysł, nie?
Nie.

"Ja mam swój świat z własnym Olimpem"
Mam. Swój. Własny. Pełen marzeń. Niespełnionych marzeń. Niemożliwych marzeń.
Dlaczego jestem inna?
Dlaczego żyję skokami, muzyką, Suomi, Eesti?
Nie, nie jestem normalna.

-Where do you live?
-I live in music.
Dziękuję Rauno, że mogłam to sobie uświadomić.

Z rozkmin KST:

Juli: sex na ruska z pierwszym chujem Rosji to jest coś, on musi mieć chuja wielkiego jak Rosja :D

Juli: jak ja się wezmę za Miedka to jego chuj będzie większy niż konstytucja rosyjska przewiduje i Alaska pomieści :D

Annika: Ciekawe co sobie myśli X jak na niego patrzę...?
Sand: Że jest w niebie? ^^

Juli: i zrobię sobie odlew i będę miała najzajebistszą z najzajebistszyh pamiątek w historii Rosji :D
Annika: no nie wiem, nawet Ci nie zawibrzy...


Ciociu, weź się tato! XD

No i tego... kocham Was <3














Z cyklu: "Za dużo Bedwetters"
Kogoś mi przypomina.


Bedwetters - So long nanny!

piątek, 23 kwietnia 2010

Nothing else matters

"Cause I'm the one who waits for you.
Or are you unforgiven, too?"

Przepraszam. Wszystkich, których zaniedbałam. Których zraniłam. Dla których byłam wredna. Obiecuję poprawę. Ale dopiero kiedy wrócę z zaświatów.
Bo ostatnimi czasy żyję w innej czasoprzestrzeni. Dziwnej czasoprzestrzeni. Nieznanej, niemożliwej do ogarnięcia. Nie mam pojęcia co robię, co mówię, co dzieje się wokół mnie. A dzieje się dużo i to niekoniecznie miłego.
Siara goni siarę. Łza goni łzę. Przykra dla mnie chwila goni kolejną. Nowa rana pojawia się na tej niezabliźnionej.
Zamykam oczy i Go widzę. Otwieram oczy i Go widzę.
Telepatia istnieje.
Myślę o Nim, a On się pojawia.
Ta sama muzyka, te same słowa.
Nienawidzę siebie.

_____________________________
Koniec marzeń na planowaną integrację. I na poznanie.

Chcę wakacji?
Nie. Chcę do Wisły. I nie chcę do Suomi. Pierwszy raz chyba.

Dlaczego ludzie, którzy podobno mnie kochają, chcą zabrać mi to co naprawdę jest sensem mojego życia?
I dlaczego mam zostać pozbawiona prywatności przez to, że z niej skorzystam?
Dlaczego chociaż wieczorem nie mogę zapomnieć o tym co dzieje się w dzień?
Dlaczego to wszystko mnie prześladuje?


Czysty obłęd.

Marzenia? Nie do spełnienia.


I kocham moje zaniedbane przeze mnie KST. I nie chcę żeby się rozpadało. I przepraszam jeszcze raz. ;<
<3

No i kocham Bedwetters. Ale to oddzielna historia. Historia MM. <3












Metallica - Nothing else matters

sobota, 10 kwietnia 2010

Miejsce przeklęte.

Jednak Katyń jest przeklęty. Mimo, że nie byłam, nie jestem i nie będę zwolenniczką partii politycznych, z których zginęło najwięcej polityków, to jednak ta tragedia mnie dotyka. Szczególnie przeżywam śmierć Ryszarda Kaczorowskiego, chyba ze względu na Jego urodzenie w Białymstoku. I zastanawia mnie mój żal po śmierci abp Mirona. Bo to oznacza, że dzieje się ze mną coś niedobrego.

















Boli mnie, że nic nie można zrobić. Śmierć tak wielu osób jest czymś niewyobrażalnym, czymś czego nie jestem w stanie w żaden sposób pojąć.
Co my możemy?
[*] - to nic nie da. Życia nie przywróci.
Co najwyżej wierzący mogą się modlić i prosić o zbawienie.
A ja? Obawiam się, że Latający Potwór Spaghetti dużo tu nie pomoże.

10.04.1940/10.04.2010


_________________________________
Pomijając to.

Jestem zajebista. Bo takiego wstydu w oczach mojego Cudu potrafię sobie narobić tylko ja.
"To pokażesz mi go w końcu?!"
No pewnie.

Libacja odwołana. Znaczy się przełożona. ;]

No i coś jest nie tak. Za dużo ludzi ma mnie w dupie.
Ok.


A ja kocham Anonimy <3 też chcę swojego Anonima! Takiego mojego, własnego, który regularnie by po mnie jechał ;]
I jeszcze kocham Dddziecko <3 < lol >

Nie kcem do Wisły. ;<

I mam gorączkę.


<3

Natural Dread Killaz - Smoke weed

wtorek, 6 kwietnia 2010

You`re never gonna be alone.

"Kiedyś kupię nóż i powyżynam wszystkich w koło. Kupię nóż, zostawię tylko dwoje. Tylko ja i Ty, tylko ja i Ty..."
taka refleksja.

Oświadczam, iż bardzo cieszy mnie fakt mojego awansu społecznego wśród osób interesujących się skokami narciarskimi. Jest mi niezmiernie miło, że wraz z moimi Kartoflami zostałam nazwana Pasztetem, Kurwą, Suką, Idiotką i Karaluchem. Powinnam chyba ogłosić konkurs na najbardziej trafne określenie w stosunku do mojej osoby.
I nadal czekam na tajemnicze konsekwencje, jakie będziemy zmuszone ponieść za nasze akcje.
I czekam, aż tajemnicze Anonimy się ujawnią. Zapraszam na priv, by wyjaśnić wszelkie niejasności. ;]

_________________

Świat skoków jest przezajebisty. Nigdzie indziej nie można znaleźć tylu ludzi fałszywych, nieszczerych, którzy aby zdobyć rzekomą sympatię skoczków posuwają się do czynów niemal nieludzkich. Przykładów nie podam, bo są zbyt oczywiste. Szczególnie dla tych, którzy sami zetknęli się z ludzką nielojalnością.

_________________

Koniec tematu skoków. Bo robi się niezdrowo.

Wymyśliłam sposób na odpicowanie pokoju. Wszystko idealnie zaplanowałam. Niestety, spłodziciel zgasił moj zapał informując mnie, że musiałabym sama zedrzeć tapetę i otynkować ścianę ;] Podziękowałam i zaczęłam oglądać się za fototapetami. ^^

Za jakieś 16 godzin będzie po wszystkim. Wreszcie uwidzę kogoś, kogo nie widziałam 6 dni. Za długie 6 dni jak dla mnie...

A. No i kocham Bedwetters. No i kocham Mihkela. I jego włosy. Bo na koncercie wyglądają identycznie jak włosy Jego. I dzięki temu mam choć namiastkę tego niewyobrażalnego piękna.














 Sand, to przez Ciebie! :P

I chce mi się wakacji. I Zako. Bo to miejsce magiczne, mimo wszystko.

I kocham moje KST.
<3

Bedwetters - Reidilax