wtorek, 29 czerwca 2010

Po raz kolejny

Jestem więźniem własnego JA. Udaję istnienie.
Podobno Bóg JEST. Ja go nie widzę. Nie widziałam. Nie zobaczę. Nie uwierzę.
Szczęście jest. Przemijalne, dlatego bolesne. Bo nic nie trwa wiecznie, radość przeplata się ze smutkiem.
Bez niego byłoby łatwiej. Nie znając tego uczucia, nie mielibyśmy o nim pojęcia, nie znalibyśmy jego działania.
Dlaczego?

Wina jest. Nie tylko w Tobie, nie tylko we mnie. Jest. Chyba w nas.
Przepraszam.

Nie ma kolejnego dnia, kolejnej nocy, kolejnego wschodu słońca. Nie ma nic.
Miłość to opętanie.
Głód.

Tak, brakuje mi jej. Skąd to wiesz? Wszystko rozumiesz. Dlaczego?

Pytanie o sens istnienia. Nie umiem go zadać.
Chyba nie zdążę dogonić tego, co ważne. Życia.
Ściana.

Dlaczego ludzie rozdeptują ślimaki?

Ja nie jestem całością.


Ketaspidur - Ingliga koos kaljuäärel

czwartek, 24 czerwca 2010

Podsumowanie?

Nie, nie wiem co się dzieje. Nie pierwszy raz, nie ostatni.
Nie chcę pamiętać nic. Jest dobrze jak jest, na razie próbuję, usilnie się staram. Problem polega na tym, że popadam z jednej skrajności w skrajność.
Nie potrafię nie kochać. To nie jest wcale dobre.

Zachciało mi się podsumowania, takiego jakie napisała Kirjo. Tylko, że ja nie mam co podsumowywać.
Wrzesień? Jeden z najlepszych miesięcy w moim życiu.
Październik? Początek końca.
Listopad? Staczanie się na sam dół.
Grudzień? Tkwienie w czarnej rozpaczy.
Styczeń? Początki lepszego.
Luty? Przełom.
Marzec? Inna czasoprzestrzeń trwająca do dnia dzisiejszego.

Siedemnasty. Ty wiesz, co to oznacza, chyba.
Jest mi z tym głupio.

Nadal wierzę w ludzi, mimo wszystko, mimo, że tyle się zmieniło w ciągu tego roku.

Bedwetters? Było, minęło. Nie to nie. Nie da się pomagać komukolwiek na siłę.
A w Akaderze powinnam być jakieś 2 tygodnie temu. Zapewne naczelna zdążyła już ich przesłuchać i wyrobić sobie zdanie na temat ich muzyki. Trudno.

Turisas.
Ketaspidur.











Pokój zarezerwowany, bilety prawie w drodze. Wierzę, że będzie lepiej niż w Zako <3


Przepraszam, ale po prostu próbuję coś zmienić. Nie Was, nie stosunki z Wami. Raczej siebie i tę jedną konkretną relację, to jedno konkretne uczucie. To trudne.
Jeszcze rok.

Tak, kocham moją Kurosawę. I moją Hardcorową familię też. <3

Nie chcę wakacji. Zapomnę?


Ketaspidur - Ingliga koos kaljuäärel

piątek, 4 czerwca 2010

Lepiej?

Chwilowo jest lepiej. Chyba. Bo parę spraw się wyjaśniło. Naprostowało. Polepszyło.
No i mam alergię i kicham alergen Placzyński, Głogowski i Popiołek (cholera, jak Popiołek mi się podoba <3). No i jeszcze jeden alergen, ale jest chyba zbyt oczywisty, nawet dla niego samego.
Byle do eee... nieważne do czego.

A: 4 czerwiec fajna data, nie trudno zapamiętać kiedy stypę zrobić na rocznicę :P
S: jesteś dla niej okrutna!
A: pierdolić ją, najważniejszy jest bauunss!
S: fuck yeah!
A: to było na melanżu to było na melanżuuuu!
S: masz gorączkę?
A: nie. mam czinkłaczento w holenderskim gazie, wsiadaj na kanapę, jak nie to na razie.!
Rozkmina z ostatniej chwili.

A, no i byłam pulpeciastym dzieckiem i boli mnie moja szkoła podstawowa. Ale nvm.

Jedyne co się nie zmieniło i co mega mnie martwi to fakt, że nadal nie potrafię na nowo pokochać Bedwetters. I generalnie leję na ich promocję, bo mój udział w koncercie jest niemożliwy. Nie żeby nie było mi przykro.

Wisła? Chyba jednak się wybieram. Bo z KST/PST/alergenami się naprostowało i znów mi się zachciało. Gorzej z motywacją skokową, ale wierzę, że kiedy już ujrzę góry, na nowo odrodzi się we mnie miłość do wszystkiego co z tym związane.

Wyjazd do Finlandii nie wypalił. Trudno. Tylko trochę mi szkoda.

paranoja.
A Neil jest wspaniały. I kocham moją estońską familię, mimo wszystko.












Chociaż ostatnimi czasy jej miejsce bezapelacyjnie oprócz happysadu zajmuje ktoś inny.



happysad - 30 raz

wtorek, 1 czerwca 2010

"Cause I'm the one who waits for you. Or are you unforgiven, too?"

Aktualnie jest gorzej niż było. Nie, nie jest to znów spowodowane moją potrzebą kochania kogokolwiek, raczej potrzebą kochania mnie przez konkretne osoby. Nie powiem, trochę mi przykro z powodu jawnego olania mnie.

Nienawidzę tego stanu. Obojętność na wszystko i wszystkich, niechęć do rozmowy z kimkolwiek połączona z rozpaczliwym błaganiem o poświęcenie mi chwili. Tak, wiem, że jestem męcząca.
Znów wróciła mi miłość do "The Poet and The Pendulum", "The Islander" i "Eva". Na nowo rozkochuję się w trylogii "The Unforgiven" dziwiąc się samej sobie, jak można tyle o sobie powiedzieć dopiero co poznanej osobie.
Nie potrafię słuchać Bedwetters. Swego czasu próbowałam jeszcze zmuszać się do tego włączając nagminnie "So long nanny" i "Trapped Between Myself", jednak doszłam do wniosku, że niepotrzebnie jeszcze bardziej zniechęcam się do ich muzyki. Oby mi przeszło.
A na koncert nie jadę.

Dziękuję za uświadomienie mnie o mojej wartości. Wierzę, że zamierzenia były słuszne.


Tak, żałuję. Przepraszam.


Nightwish - The Poet and The Pendulum