Aktualnie jest gorzej niż było. Nie, nie jest to znów spowodowane moją potrzebą kochania kogokolwiek, raczej potrzebą kochania mnie przez konkretne osoby. Nie powiem, trochę mi przykro z powodu jawnego olania mnie.
Nienawidzę tego stanu. Obojętność na wszystko i wszystkich, niechęć do rozmowy z kimkolwiek połączona z rozpaczliwym błaganiem o poświęcenie mi chwili. Tak, wiem, że jestem męcząca.
Znów wróciła mi miłość do "The Poet and The Pendulum", "The Islander" i "Eva". Na nowo rozkochuję się w trylogii "The Unforgiven" dziwiąc się samej sobie, jak można tyle o sobie powiedzieć dopiero co poznanej osobie.
Nie potrafię słuchać Bedwetters. Swego czasu próbowałam jeszcze zmuszać się do tego włączając nagminnie "So long nanny" i "Trapped Between Myself", jednak doszłam do wniosku, że niepotrzebnie jeszcze bardziej zniechęcam się do ich muzyki. Oby mi przeszło.
A na koncert nie jadę.
Dziękuję za uświadomienie mnie o mojej wartości. Wierzę, że zamierzenia były słuszne.
Tak, żałuję. Przepraszam.
Ojoj, jak Poeta i Wahadło jest odzwierciedleniem Twojego stanu ducha to się zaczęłam o Ciebie martwić :* Na pocieszenie powiem Ci, że czuję się podobnie... olana, niechciana... ale mimo to wiem, że są osoby, na które mogę zawsze liczyć i w Twoim wypadku też tak jest! Więc uszy do góry :D
OdpowiedzUsuń