Do podsumowania sezonu 2010/2011 zbierałam się od Mistrzostw Świata. I się nie pozbierałam. Nie potrafię wyrazić jednym zdaniem tego, co działo się podczas tych kilku miesięcy ze skokami narciarskimi. Chciałam, żeby odszedł w zapomnienie. Nie, niech nie odchodzi. Niech w ogóle go nie będzie, zacznijmy go od nowa.
Kuusamo. Początek końca. Pierwsze konkursy, pierwsze małe radości i smutki. Harri wyrzucony z kadry za 'niecenzuralny gest w stronę jury'. Ville i Matti ratują honor kadry zarówno w konkursie drużynowym jak i indywidualnym.
Kuopio. Najcudowniejszy, najlepszy, najbardziej wzruszający konkurs, jaki mogłam oglądać. Podwójna wygrana Finów, Ville o 0,1pkt przed Mattim. Nigdy nie zapomnę radości i łez Ville, a jednocześnie jego zaskoczenia swoją znakomitą formą. Zapowiedź lepszych lat fińskiej kadry.
Lillehammer. Drugie i ósme miejsce Ville, a także miejsca w dziesiątce Mattiego napawają optymizmem przed Turniejem Czterech Skoczni. Mimo słabej formy reszty Finów cieszy dobra postawa chociaż dwójki. Tej najważniejszej dwójki.
Engelberg. Podium Mattiego, dobre skoki Ville, progres w polskiej kadrze. Potencjalnie znakomity sezon, tym bardziej, że pierwszy Pekki w fińskiej drużynie. Przy okazji Engelberg okazuje się szczęśliwy dla Olliego, który to wygrywa tam konkurs Pucharu Kontynentalnego.
Turniej Czterech Skoczni. Z optymizmem i wielką radością przystępowałam do konkursu w Oberstdorfie uskrzydlona wygraną Ville w kwalifikacjach. Słabą jego pozycję usprawiedliwiłam potem warunkami, w jakich go puszczono. Szczęściem przez łzy staje się kolejne podium Mattiego. Okazuje się jednocześnie być ostatnią tak dobrą lokatą Fina w całym sezonie.
Konkurs w GaPa zostanie przeze mnie zapamiętany jako najgorszy w ciągu tych jedenastu sezonów. Paskudny upadek Ville, jeszcze gorsze jego następstwo. Diagnoza po badaniu okazała się być tym, czego nie przewidywałam w najgorszych snach. Nie wyobrażałam sobie, że 1 stycznia 2011 roku, dokładnie miesiąc po pierwszej i jedynej wygranej, na początek nowego roku okaże się, że sezon Ville został definitywnie zakończony. Już parę dni później przeszedł operację, jednak powrót na skocznię w ciągu kilku miesięcy nie napawa optymizmem, przynajmniej nie mnie. GaPa okazało się końcem fińskich skoków w tym sezonie w ogóle. Rozsypka Mattiego, brak kadry na zawody drużynowe, kolejne kontuzje w drużynie, wożenie na zawody zawodników, którzy powinni szlifować formę w Pucharze Kontynentalnym, jednak i tu, i tu nie ma kogo powołać na konkursy. Niewiadome zniknięcie Kaia i Miki, nieuchronnie zbliżające się mistrzostwa... Aż wreszcie nastąpił powrót Janne Happonena. Swoim come backiem Havu przywraca wiarę w dobre skakanie, co zresztą potwierdza w kolejnych konkursach, gdzie spisuje się świetnie.
Nadchodzi Vikersund. Najbardziej przerażająca skocznia, jaką dane było oglądać. Skoki treningowe, ciągłe obniżanie belek przyprawiało mnie o palpitacje serca niemniejsze niż samych zawodników. Nowy rekord świata, imponujący jakby nie patrzeć, jednak już bez tej magii, jaką przedstawia nam Velikanka. Niesamowity rekord Finlandii - USTANE 240m Havu wraca nadzieję i dodaje otuchy przed kolejnymi konkursami. Mimo mojego zmartwienia spowodowanego chwyceniem się przez Fina za nogę po skoku nie myślę o konsekwencjach, jakie lot ten mógł przynieść. Diagnoza? Konieczność przeprowadzenia kolejnego zabiegu, przedwczesny koniec sezonu, powrót do Finlandii w czasie mistrzostw. W fińskiej drużynie zostaje Janne, Olli, Anssi i Matti. Nie tak to wszystko miało wyglądać.
W tym momencie nie wiem już co napisać. Brakuje słów, żeby opisać co działo się dalej. Ogłoszenie decyzji o zakończeniu kariery Aho w pewnym sensie stanowi gwóźdź do trumny, którą zbudowali sobie złą formą i niesamowitym pechem Finowie. Po drodze niewspomniane przeze mnie odejście Harriego, tego niepokornego, ale utalentowanego lotnika. Dalej mogło być tylko gorzej. Ogólna klasyfikacja? Ósmy Matti, dwudziesty Ville, trzydziesty drugi Havu. W Pucharze Narodów piąte miejsce. Żadnego medalu na Mistrzostwach Świata. Nie taki miał być ten sezon dla Finów.
Po drodze jednak uwaga skupiała się na Polakach, których forma rosła z konkursu na konkurs. Wygrana Kamila w Zakopanem i Klingenthal była w jakimś sensie pocieszeniem po pechu Finów. Podia w konkursach drużynowych i coraz lepsze miejsca w indywidualnych zapowiadały, że lata pracy nad młodymi przynoszą efekty. Bez dwóch zdań konkurs drużynowy na dużej skoczni w Oslo był jednym z najważniejszych w całym sezonie. To po nim swoją decyzję o zakończeniu kariery ogłosił Adam Małysz, zaraz po nim Janne Ahonen. W konkursach indywidualnych ostatnie skoki oddali Andreas Kuettel i Michael Uhrmann. Pozostający w cieniu Primoż Peterka także zdecydował o zawieszeniu nart na kołek. Nastapiła zapowiedź końca jakiegoś dużego, istotnego rozdziału w historii skoków narciarskich.
Aż wreszcie przyszedł dzisiejszy, ostatni konkurs Pucharu Świata w sezonie 2010/2011. I mimo słabych skoków dwóch Finów startujących w zawodach, podium było jednym z najlepszych jakie można było wymarzyć. Trzecia wygrana Kamila, drugie miejsce Roberta, którego przecież tak polubiłam (?) po Letniej Grand Prix w Wiśle i wreszcie trzecia pozycja Adama Małysza, ostatni skok na podium. I żałuję tylko, że w tak pięknym stylu nie udało się zakończyć kariery Janne. Może i niepotrzebnie wracał, rzeczywiście. Zamazał w jakiś sposób obraz swojej wielkości męcząc się w trzeciej i czwartej dziesiątce PŚ. Nie zapominajmy jednak o nim. Niech będzie mistrzem, skoczkiem, który dużymi literami zapisał się w historii tego sportu. Nie umniejszajmy pięciu wygranych w Turnieju Czterech Skoczni, dwóch Kryształowych Kul wygranych w fantastycznym stylu. Żadnych jego sukcesów nie można mu odebrać. Doceńmy wszystkich, którzy odchodzą, a którzy mieli swój wkład w skokach. Nie skupiajmy się tylko na Adamie, bo nie tylko przez jego odejście kończy się era skoczków prawdziwych, skoczków-idoli, skoczków-mentorów, skoczków-autorytetów, skoczków-ludzi, których postawa była wzorem postępowania dla nas dzisiaj, dzięki którym, jako wychowani na tym sporcie, możemy być tym, kim jesteśmy. Nie zapominajmy.
Do zobaczenia na LGP.
Do zobaczenia na LGP.
Slavko Avsenik - Planica, Planica
Vieraileva Tähti - Sinivalkoiset Taistelee
Popłakałam sie czytając tą notkę :(
OdpowiedzUsuń